wtorek, 27 sierpnia 2013

3. Pocałunki

Nagle zadzwonił mój telefon.
-Halo...
-Gdzie jesteś?!-odezwała sie macocha
-Nie twoja sprawa!
-Znajdziemy cie i dostaniesz tak że nie będziesz mogła nic robić!
-Nigdy mnie już nie zobaczycie...
Usłyszałam głos ojca.
-Nie bądź taka pewna...
Rozłączyłam sie szybko. Musieli mi zepsuć dzień. Boje sie że mnie znajdą. Szłam powi patrząc na to miasto. Poszłam na stadion. Nie za bardzo mi to wyglondało na trening. Ktoś mnie przytulił od tyłu.
-Śliczna jesteś
-Nie
-Tak
-Nie
-Tak
-Robert weź idź...
-Nie lubisz mnie już?
-Robert...
Uśmiechną się słodko. To poprawiło mi humor . Trener zawołał go na trening. Była już 18 więc wracaliśmy do domów. Marco śmiał się z Roberta bo założył moje szpilki.To było boskie.
-Ej oddaj mi je bo rozwalisz...
-Nie...-zaczął uciekać
Wtedy Mario wpadł na pomysł.
-Pobawmy się w chowanego co wy na to
-Jak na lato ale ty liczysz-powiedziałam
No i zaczęła się zabawa. Marco chwycił mnie za rękę i pociągnął do pokoju Gotze. Siedliśmy w kącie. Kurde ale on jest przystojny. Marco otworzył szafę. Wślizgnęliśmy się tam.
-Ci...-szepną - tu nas nie znajdzie.
-To dobrze-powiedziałam
Spędziliśmy tam dobre 15 minut. Reus wyszedł i po chwili wrócił.
-Te cepy siedzą w salonie i oglondają film...
-Może ich nastraszymy
-Jak?-spytał z uśmiechem
-Zejdziemy na dół po cichu i gdzieś pójdziemy a oni będą się martwić...
-Oki
Po chwili byliśmy na zewnątrz. Przeszliśmy chyba całe miasto. Byłam zmęczona.Marco powiedział że pójdziemy do jego domu. Siedliśmy przed telewizorem. Oczy same mi się kleiły.
                                                              Marco
Lena zasnęła oparta o moje ramie. Jest taka śliczna. Powoli ją podniosłem i położyłem na łóżku. Wtedy zobaczyłem na jej ręce kilka siniaków. Skąd ona je ma? Czy ktoś ją bił? Nie pozwolę na to.  Nigdy jej już nikt nie skrzywdzi.
-Obiecuje ci...-szepnołem
Wróciłem do salonu. Nie wiem dlaczego tak bardzo chce aby ona była bezpieczna. Jeszcze na nikim mi tak bardzo nie zależało. Ale ona na pewno uważa mnie tylko za przyjaciela. Wyjołem telefon i zadzwoniłem do Kuby. 
-Cześć...
-Marco wiesz która jest godzina...
-Wiem wiem no ale ja mam problem
-Jaki?
-Zakochałem sie
-A weź ty zakochujesz się w takich które lecą na kasę
-Ona nie jest taka...
-Kto to?
-Lena...
-Spoko... ale nasza Lena?
-Tak nasza
-Yhm
-Ja chce aby była tylko moja Kuba jeszcze do nikogo nie czułem czegoś podobnego...
-Ja takie coś czuje do mojej żony i córki...
-Dobra idź spać bo mi teraz nie pomożesz
-Pa do jutra
Przez całą noc nie spałem. Rano Lena zrobiła śniadanie. Musiałem się dowiedzieć skąd ma siniaki.
-Moge cie o coś spytać?
-Jasne
-Skąd masz te siniaki
Stanęła jak wryta.
-Eee... bo ja ostatnio upadłam...
-Powiesz prawde?
-No przeciesz mówie...
-Nie prawda... prosze powiedz
-Marco ja nie chce...
-Dobrze ale jak będziesz chciała się wygadać to ja jestem zawsze dla ciebie otwarty.
-Wiem...
Przytuliła się do mnie mocno.
-I dziękuje ci za to bardzo...
-To idziemy?
-Gdzie?
-Do Mario pewnie się martwi...
-A jasne...
                                                                   Lena
Przy nim czuje się tak bezpiecznie. Wyszliśmy na dwór. Okazało się że leje jak nie wiem. Zabrałam jego full capa i zaczęłam uciekać.
-Lenka dawaj mi go...
-Nie...
Po kilku minutach mnie dogonił. Złapał w ramiona i nie chciał puścić. Jego usta  powoli zbliżały się do moich.
Tak cudowni się czułam w tej chwili. dotkną ciepłą dłonią mojego policzka... składał na moich ustak niebiańskie pocałunki. Ta chwila mogła trwać wiecznie.
-Przepraszam - szepną cicho do mojego ucha
-Nie maż za co...-uśmiechnęłam się




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz